adopcja-dziecka-w-polsce

Adopcja dziecka w Polsce to tabu

“Chcielibyśmy adoptować dziecko”. Stwierdzenie, które wywołuje wiele emocji nie tylko wśród osób, które podejmują taki krok, ale także w społeczeństwie. Żyjemy w kraju, w którym coś, co nie jest normą, jest wielkim dziwactwem. Tematem tabu są wszelkie odstępstwa od tej przyjętej normy, także adopcja dziecka.

Skąd myśl o adopcji?

Był taki okres, w którym, w mediach poruszany był temat adopcji dość intensywnie. Ja nigdy nie odbierałam potencjalnego przysposobienia jako coś złego. Mało tego, ciężko było mi wyobrazić sobie, jak można mieć problem z pokochaniem dziecka, czy w ogóle z tym, że “nie będzie nasze”.

Pamiętam, że jeszcze jak byłam w szkole podstawowej, w jednej ze stacji emitowany był program, w którym ukazane były losy dzieci z domu dziecka. Mój młody, naiwny, dziecięcy umysł nie mógł pojąć, dlaczego te dzieci nie mają nikogo kto by je kochał. Czym zawiniły? Rozumiałam, że ich rodzice nie mogą ich z różnych powodów wychować, ale jakim cudem nie może tego zrobić nikt inny?

Dorastałam. I poznałam mojego męża. Rozmawialiśmy na wiele trudnych tematów. Zapytałam go, co sądzi o adopcji.

Na początku on nie miał tak otwartego podejścia. Wydawało mu się dziwne wychowywanie “czyjegoś” dziecka. Na szczęście było to bardzo dawno temu. W ciągu kilku lat, wielu rozmów, kontaktu z różnymi dziećmi, lektur (między innymi książek Janusza Korczaka), jego podejście się zmieniło.

Jesteśmy w pełni gotowi pokochać i wychowywać małego człowieka.

Czy chcieliśmy mieć biologiczne dziecko?

Nigdy nie staraliśmy się o biologiczne dziecko. Nie miałam też wielkiego pragnienia bycia w ciąży. I właśnie to wydaje się dziwne niektórym ludziom.

Jak to można nie pragnąć WŁASNEGO dziecka? Takiego żeby miało Twoje włosy, jego oczy, było uzdolnione muzycznie i umiało programować!

Hello, a raczej heloł. Czy to naprawdę o to chodzi w życiu? Czy naszym pragnieniem ma być stworzenie naszego klona? Chyba nie… Czemu nikt nie pyta – “Nie chcesz być w ciąży, żeby od samego początku dziecko czuło bliskość? Żebyście od samego początku mogli być razem?”.

Tak, czy inaczej na poczęcie dziecka jakoś się nie składało. Nie czuliśmy odpowiedniego momentu.

Najpierw mieszkaliśmy z moimi rodzicami, później wynajmowaliśmy kawalerkę, kupiliśmy mieszkanie. Trzeba było się w miarę ustatkować, coś zwiedzić, kupić lepszy samochód, adoptować więcej kotów.

I już jak mieliśmy to wszystko, to wróciły poważne rozmowy o dziecku – adopcja, czy dziecko biologiczne? No wahaliśmy się, ale wszystko rozwiązało się samo.

Mój tata zaczął czuć się gorzej, stawał się mniej sprawny mimo, że nie jest jeszcze w sędziwym wieku. Okazało się, że jest chory. Ta choroba to opuszkowo-rdzeniowy zanik mięśni. Choroba genetyczna. Tata dostał ją od babci, a ja mam ją w sobie od taty. Co ciekawe, kobiety są nosicielkami, ale raczej nie chorują. Jak już chorują to w późnym wieku, a SMBA ma wówczas bardzo łagodny przebieg.

Gdybyśmy mieli syna, są duże szanse, że również byłby chory, córka byłaby nosicielką. Według nas nie ma sensu narażać na którąkolwiek z opcji dziecka.

I tu pojawia się zwykle “ale przecież dzieci z adopcji są chore”. Jasne, nigdy nikt nie da nam pewności, że dziecko będzie zdrowe. Obojętnie, czy biologiczne, czy przysposobione. Jednak w przypadku świadomego narażania chorobą sprawa jest dla nas prosta.

Rozpoczęliśmy procedurę adopcyjną

Okres po Świętach Bożego Narodzenia 2017 był okresem podjęcia ostatecznej decyzji. I tak chyba w czerwcu stanęliśmy w drzwiach ośrodka adopcyjnego. Świadomi, otwarci, gotowi na przyjęcie dziecka.

To droga chyba długa, na pewno stresująca i wymagająca. Jesteśmy zależny od pedagogów i psychologów, którzy nas oceniają. Ale jesteśmy też pełni nadziei, że już za kilka lat nasza mała rodzina się powiększy.

Ania
Kocioł Domowy

Dodaj komentarz