Jak rozpocząć starania o adopcję dziecka + pierwsza wizyta w Ośrodku

Decyzja zapadła – czas zacząć. Jednak od czego? Jak wygląda cała procedura adopcyjna? Jaki ośrodek wybrać? Jak długo to wszystko będzie trwało? Jakie wymagania są stawiane rodzicom adopcyjnym? Niezliczona ilość pytań kłębiła się w moich myślach. A właściwie w naszych 🙂

Gdzie znaleźć informacje o adopcji dziecka?

Nawet nie wiecie, jak bardzo cieszę się, że żyjemy w XXI wieku, gdzie dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki. W zasadzie to laptopa i kilku kliknięć w wyszukiwarce.

Raczej należę do osób, które wolą czytać, niż oglądać, więc poszukiwania oparłam o wyszukiwarkę Google, z pominięciem YT, na którym obecnie publikujemy wideo. Wracając do tematu…

Oczywiście po wpisaniu różnej kombinacji haseł dotyczących adopcji, wymagań, gdzie należy się zgłosić i informacji o całej procedurze adopcyjnej, uzyskałam wyniki z forum Bociana. Wpisy były sprzed kilku lat, jednak mimo to większość z zapytań, czy odpowiedzi było pomocnych. Mąż towarzyszył mi w tym czytaniu, dzielnie nasłuchując co ważniejszych cytatów.

Szczerze mówiąc nie za wiele pamiętam z tego forum. Jednak utkwiło mi, że w komentarzach udzielała się pani z jakiegoś ośrodka adopcyjnego. Większość jej odpowiedzi dotyczyła tego, że wszystko rozpatrywane jest indywidualnie i najlepiej zapytać w ośrodku adopcyjnym.

Cóż było zrobić? Nie pozostało nic innego, jak umówić się na wizytę i faktycznie uzyskać informacje “u źródła”.

Nasz Ośrodek Adopcyjny

Z pomocą ponownie przyszedł Google (<3). Razem z mężem znaleźliśmy ośrodek najbliżej domu. Nie ukrywam, że przede wszystkim ze względów logistycznych. Spodziewaliśmy się, że nie będziemy tam tylko raz, lecz czeka nas cykl rozmów, szkolenie i najwygodniej będzie wszystko zorganizować, jeśli OA nie będzie zbyt daleko.

Na stronie internetowej ośrodka bez problemu znaleźliśmy zakładkę “Jak zacząć” i jeszcze tego samego popołudnia przestudiowaliśmy ją oa A do Z. Znajdowały się tam wszystkie odpowiedzi na pytania, które zrodziły się w naszych głowach.

Nie pozostawało nic innego jak umówić się na pierwszą wizytę.

Telefon do ośrodka adopcyjnego

Mój mąż zadeklarował, że umówi nas na wizytę w ośrodku. Oczywiście stresowaliśmy się, bo jednak to inny telefon niż zapisanie się do dentysty.

Na szczęście okazało się, że początki nie są aż tak trudne 🙂 Gracjan rozmawiał z panią z OA – za tydzień od tej telefonicznej rozmowy, mieliśmy pojawić się na miejscu.

Staż małżeński a adopcja dziecka

Muszę jeszcze dodać, że mój mąż został zapytany ile jesteśmy po ślubie i gdzie mieszkamy. Właśnie często pojawia się informacja, że o adopcję mogą starać się małżeństwa ze stażem minimum 5-letnim, a w niektórych wersjach 3-letnim.

Nie wiem jaka jest prawda. Wówczas byliśmy prawie 4 lata po ślubie. Do rocznicy brakowało nam kilku tygodni, więc nikt nie robił nam problemów. Podejrzewam, że jeśli staż małżeński jest dużo krótszy, jednak para zna się dość długo, istnieje możliwość rozmowy w ośrodku na ten temat.

Pierwsza wizyta w OA

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie twarzy pani pedagog, która prowadziła z nami pierwszą rozmowę. Z ręką na sercu muszę przyznać, że mogłabym minąć ją dzisiaj na ulicy z dziesięć razy i absolutnie bym jej nie rozpoznała.

Na początku stres był umiarkowany. Znaleźliśmy budynek ośrodka, weszliśmy na piętro. Zobaczyliśmy oklejone drzwi z napisem “Ośrodek Adopcyjny”. Weszliśmy.

Przywitała nas jakaś pani i poprosiła, abyśmy poczekali, więc usiedliśmy na krzesłach w korytarzu. Za chwilę zostaliśmy poproszeni na rozmowę.

Pamiętam, że było bardzo gorąco. Dwa krzesła postawione pod prawdopodobnie zieloną ścianą, oddzielone chyboczącym stolikiem przykrytym zielonym obrusem. W pokoju panował półmrok, ponieważ mimo upalnego dnia, promienie słońca nie mogły wpaść do pomieszczenia – okno umieszczone było dość wysoko.

Pani pedagog usiadła na przeciwko nas, w ręku trzymała długopis, a na kolanach teczkę, na której leżała kartka.

Zaczęło się standardowo – imię, nazwisko, zawód, miejsce pracy, zarobki. Nic specjalnego. Aż do pytania o niepłodność. Bum – nie ma niepłodności. Szok pani pedagog. Oczywiście powiedzieliśmy jej, że nie decydujemy się na biologiczne dziecko m.in. przez chorobę, którą mogłoby odziedziczyć. Jednak podkreślaliśmy także, że o adopcji myśleliśmy dużo wcześniej. Albo nie byliśmy przekonujący, albo pani nas nie zrozumiała.

Zaczęła dopytywać o chorobę mojego taty i naprawdę poczułam się niezręcznie – “jak on to przechodzi, jak się czuje, ale czy ma depresję, przecież choruje się w dorosłym życiu” itd. Dobra, dobra, łatwo się mówi, jeśli nie wie się z czym wiąże się SMBA.

Tak czy inaczej, odnieśliśmy wrażenie, że pani nie za bardzo wierzy w nasze intencje i uważa, że jeśli chcemy mieć dziecko, to powinniśmy mieć biologiczne – “dobrze, mam już wszystkie informacje. Proszę skompletować dokumenty i wtedy umówić się na wizytę z panią kierownik. Nie muszą się państwo spieszyć.”

Nie musimy się spieszyć? To podziałało na nas naprawdę motywująco. Udowodnimy, że zależy nam na dziecku! Zaczęliśmy działać następnego dnia z samego rana. Chcieliśmy jak najszybciej rozpocząć procedurę.

Skompletowanie dokumentów zajęło nam miesiąc. W następnym wpisie dowiecie się, dlaczego tak długo.

Nie zrażajcie się

Moi drodzy, nawet jeśli pierwsza wizyta nie przebiegnie po Waszej myśli, nie zrażajcie się. Pamiętajcie, że rozmawiacie z ludźmi. Oni także mają swoje przekonania, nastawienie, gorsze lub lepsze dni.

Jeśli jesteście pewni tego, co robicie, nic nie stanie Wam na przeszkodzie!

Tekst zawiera moje odczucia, być może są błędne. Nie mam na celu oceniania ani obrażania żadnej osoby.

Ania

Kocioł domowy

Dodaj komentarz