Dokumenty potrzebne, by zacząć procedurę adopcyjną

Dokumenty – czyli coś, co sprawia wiele problemów osobom, które chcą rozpocząć procedurę adopcyjną. Fakt, nie jest ich mało, a wniosek, czy życiorys mogą przyspożyć wiele problemu. W tym artykule znajdziecie wykaz dokumentów, które były wymagane w naszym przypadku. Każdy z nich opiszę.

Dokumenty, które były wymagane przez nasz Ośrodek

Na pierwszej wizycie, o której możecie co nieco przeczytać w poprzednim wpisie, dowiedzieliśmy się co dokładnie powinniśmy dostarczyć na spotkanie z kierownik ośrodka adopcyjnego. Dostaliśmy także wydrukowaną listę, tak by nic nam nie umknęło. Dodam tylko, że lista była identyczna z tą, która znajdowała się na stronie ośrodka.

1. Wniosek do Ośrodka Adopcyjnego

Oczywiście nie wiedzieliśmy jak go napisać. W Internecie znaleźliśmy kilka przykładów, ale żaden nam nie odpowiadał.

Czytaliśmy, że niektórym wniosek zajmuje kilka stron. Opisują w nim całą swoją historię, często walkę z niepłodnością, dokładnie jakie dziecko chcieliby przyjąć itd. Jednak na wspomnianym już wcześniej, pierwszym spotkaniu, pani powiedziała nam, że wniosek może mieć dosłownie kilka zdań. Tak też zrobiliśmy.

Napisaliśmy, że jesteśmy małżeństwem od 4 lat, chcielibyśmy rozpocząć procedurę adopcyjną, jesteśmy w stanie zapewnić dziecku odpowiednie warunki materialne i stabilizację. Poprosiliśmy także panią kierownik o pomoc w przeprowadzeniu tej procedury.

Zobaczcie wzór wniosku – wystarczy kliknąć tutaj.

2. Życiorys małżonków

Każde z nas musiało napisać życiorys osobno. Pisaliśmy na komputerze, jednak przed jego oddaniem w Ośrodku, musieliśmy się osobiście podpisać.

Dość trudno jest streścić swoje całe życie na kilku stronach A4, a przy okazji wybrać najważniejsze momenty. Mieliśmy jeszcze większy problem niż przy wniosku 🙂

Jeśli chodzi o mój życiorys, to zaczęłam od tego, że urodziłam się w grudniowy wieczór 26 lat temu. Następnie napisałam, że mam brata, po krótce opisałam moich rodziców i relacje z nimi, kto się mną opiekował, gdy oni byli w pracy. Później jak mi szło w szkole, jak mama i tata podchodzili do kwestii ocen, czy mnie wspierali, czy miałam dużo swobody. Dalej gdzie pracowałam, opisałam relacje z mężem, obecną pracę i moje nastawienie do niej. W zakończeniu wspomniałam o planach na przyszłość.

Właśnie zajrzałam do pliku – mój życiorys do ośrodka ma 3 i pół strony.

Gracjan napisał nieco mnie, ale pani kierownik stwierdziła, że zwykle tak jest 🙂 Mój mąż napisał w podobym stylu.

Jeśli martwicie się, że trudno Wam zachować hierarchię zdarzeń, i że życiorys jest nieco chaotyczny – nie martwicie się. To naprawdę bardzo trudne, ale z pewnością dacie radę!

3. Zaświadczenie o dochodach

Po zaświadczenie o dochodach zgłoście się do swojego pracodawcy lub kadr/działu HR. Otrzymacie druk z wpisaną kwotą Waszego wynagrodzenia z ostatnich trzech miesięcy.

4. Wyciąg z Krajowego Rejestru Karnego

Druk dostaliśmy w ośrodku, wystarczyło go wypełnić i zanieść do sądu. Za nic nie musieliśmy płacić.

Z racji, że nie mogłam osobiście zanieść wniosku o zaświadczenie o niekaralności, napisałam Gracjanowi upoważnienie. Co ciekawe okazało się, że wcale nie jest potrzebne, jeśli jesteście małżeństwem.

5. Odpis zupełny aktu małżeństwa

Załatwienie formalności związanych z odpisem trochę nam zajęło… Najpierw próbowaliśmy złożyć wniosek o wydanie odpisu przez internet, jednak strona tuż przed wysłaniem przestawała działać. Próbowaliśmy z różnych przeglądarek, kontaktowaliśmy się z obsługą witryny – bezskutecznie.

Poszliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego, tam okazało się, że jest jakiś błąd systemu. W związku z tym musimy czekać na wydanie odpisu zupełnego chyba 10 dni roboczych.

W końcu odebraliśmy odpis. Okazało się, że dostaliśmy skrócony… Na szczęście Gracjan sprawdził to pod drzwiami pokoju pani, która wydawała nam dokument. Baliśmy się, że będziemy musieli czekać kolejne dni. Ku naszemu zdziwieniu, wyglądało to tak, jakby na spokojnie dodrukowała dla nas ten zupełny odpis 😀

6.  Zaświadczenie o stanie zdrowia od lekarza pierwszego kontaktu

Mamy to szczęście, że korzystamy z prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, więc z umówieniem na wizytę nie było problemów. Nie znaliśmy żadnego lekarza rodzinnego, bardzo rzadko chorujemy, raz na pół roku chodzimy tylko na badanie krwi.

Przejrzeliśmy wszystkie placówki, z których usług możemy skorzystać i po prostu wybraliśmy tę, w której było najwięcej internistów.

Pojechaliśmy na wizytę, mieliśmy ze sobą zaświadczenie o stanie zdrowia od Ośrodka Adopcyjnego, które  musi zostać podpisane przez lekarza. Pani w Ośrodku powiedziała nam, że czasem zdarza się, że lekarz „od ręki” podpisuję takie zaświadczenia. Nie zależało nam na tym, bo jednak ważne dla nas było także, by dokładnie sprawdzić swój stan zdrowia.

Dostaliśmy skierowanie na morfologię, gdzie zaznaczone było naprawdę wiele parametrów. Sprawdzano między innymi, czy nie mamy toksoplazmozy, wirusowego zapalenia wątroby, HIV, czy w normie jest potas, czy nasza tarczyca funkcjonuje prawidłowo 🙂 Skierowano nas także na USG i rentgen klatki piersiowe.

Następnego dnia musieliśmy zadzwonić do naszego ubezpieczyciela, by umówić się na wykonane tych badań i wówczas okazało się, że na moim skierowaniu jest wpisany PESEL innego pacjenta. W dodatku mężczyzny… Nawet nie wpadłam na to, żeby sprawdzić to po wyjściu z gabinetu, więc mam teraz nauczkę na przyszłość.

Musiałam umówić się do lekarza, tym razem do innego, ponieważ internistka, która wypisywała pierwsze skierowanie była na urlopie. Na szczęście sprawnie udało się wszystko załatwić.

Swoją drogą przypomniało mi się, jak dzwoniliśmy na infolinię ubezpieczyciela. I ja, i Gracjan musieliśmy zgłosić skierowania osobno. Najpierw zadzwonił mój mąż, i musiał podać całą listę parametrów zaznaczonych na skierowaniu na badanie krwi. Tak jak wspominałam, było tego dużo, trzeba było powtarzać to kilka razy, bo pani z infolinii musiała zaznaczyć wszystko w systemie. Po chwili Gracjan przekazał mi telefon, i biedna pani znów musiała wysłuchiwać tego samego.

W dodatku okazało się, że na koniec, gdy policzyła wszystko co zaznaczyła, nie zgadzało się z tym, co ja mam na skierowaniu, więc od nowa wszystko jej wymieniałam.

Wyniki okazały się idealne. I choć wiele osób wróżyło nam niską hemoglobinę, niedobór składników i rychłą śmierć na diecie wegańskiej, nic takiego się nie stało 😉 Zaświadczenie zostało podpisane.

7. Zdjęcia małżonków

Do dokumentów adopcyjnych musieliśmy dołączyć także nasze zdjęcia. Tutaj dostaliśmy informację, że najlepiej jeśli będą to dwa zdjęcia, na których jesteśmy razem.

Skorzystaliśmy z wydrukowania zdjęć w Rossmannie. Jakość nie powalała, ale jeśli szybko potrzebujecie fotografii, to polecam.

Zauważyliśmy także, że w Rossmannach są różne maszyny do wywoływania zdjęć. Ostatnio także na szybko potrzebowaliśmy fotki, więc pojechaliśmy do drogerii. Okazało się, że nie było do czego się przyczepić. Jednak faktycznie ta „drukarka” była inna niż przy wywoływaniu zdjęć do OA.

8. Opinie, referencje

Załączenie opinii nie było obowiązkowe, jednak stwierdziliśmy, że lepiej jest je mieć. O opinie poprosiłam mojego szefa, mamę dziecka, którym opiekowałam się zanim zaczęłam pracę na etacie (utrzymujemy ze sobą regularny kontakt). Gracjan dostał opinię od swojego managera, a także jego przyjaciel napisał kilka zdań na jego temat. Otrzymaliśmy także opinię o nas, od osoby, która poznała nas jak byliśmy już małżeństwem.

Wszystkie te osoby pisały o nas w formie Pan/Pani, np. „Panią Annę znam od grudnia 2014 roku”. Znajomi opisywali jak zachowujemy się w trudnych sytuacjach, czy można na nas liczyć itd.

Na spotkaniu z Panią kierownik okazało się jednak, że ze względu na RODO, nie może przyjąć od nas opinii. Jednak będą ona przydatne dla sądu. W związku z tym leżą sobie bezpiecznie na półce w segregatorze.

Dokumenty wymagane do rozpoczęcia procedury adopcyjnej
Dokumenty wymagane do rozpoczęcia procedury adopcyjnej

Podsumowanie

Zgromadzenie wszystkich dokumentów do Ośrodka Adopcyjnego zajęło nam miesiąc. Najdłużej oczywiście czekaliśmy na zupełny odpis aktu małżeństwa, ale także sprawa z badaniami zajęła nam trochę czasu.

Dodaj komentarz