Adopcja dziecka oczami mężczyzny

Przysposobienie dziecka to temat dość trudny, często pomijany w rozmowach i niejednokrotnie uznawany za tabu. Gdy słyszymy o adopcji to najczęściej aktywnie wypowiadają się o niej głównie kobiety, mężczyźni są pomijani. Mam kilka przypuszczeń, dlatego tak właśnie się dzieje i postaram się nimi z Wami podzielić w kolejnych fragmentach tego artykułu.

Oczekiwania społeczne

Co prawda równouprawnienie i wrażliwość mężczyzn są coraz bardziej „w modzie”, wydaje mi się jednak, że nasze społeczeństwo dość mocno wyznaje dawne wartości. Ile to razy słyszeliśmy, że prawdziwy mężczyzna powinien: zbudować dom, spłodzić syna (lub po prostu dziecko) i posadzić drzewo.

Co prawda staramy się obrócić to w żart, ale pewne oczekiwania są dość jasne i mocno sprecyzowane. Przecież to mężczyzna musi zadbać o byt swojej rodziny i zapewnić „ciągłość” rodu. Facet, który nie jest w stanie spłodzić dziecka jest wybrakowany i niemęski. Wielokrotnie słyszałem też, że wychowywanie „cudzych” dzieci to przecież gra na nieswoich saveach.

Duma i uprzedzenia

Mówi się też, że mężczyźni są dumni, co związane jest ze wcześniej wspomnianymi stereotypami. Wielokrotnie to właśnie duma nie pozwala na przyjęcie pod „swoje skrzydła” dziecka nie wychodzącego z lędźwi ojca. Sam kiedyś myślałem, że wychowywanie obcego dziecka jest przynajmniej dziwne.

Przecież dziecko nie będzie miał naszych genów i może przynieść ze sobą choroby, zaburzenia i całe zło współczesnego świata. Nie będziemy mieli wpływu na jego charakter i zachowanie, bo krew nie taka i pewnie w głowie też nie wszystko będzie ok. Poza tym, co powiemy rodzinie i znajomym jeśli zapytają? Inne oczy, włosy, budowa ciała dziecka nie mogą przecież stać się powodem do dumy.

Wykluczenie i odrzucenie

Nawet, jeżeli mężczyzna zdecyduje się na udział w procedurze adopcyjnej, to jest to w pewien sposób przemilczane. Sam jestem przykładem swoistego wykluczenia. Zarówno Panie z Ośrodka Adopcyjnego, jak również osoby w grupie związanej z adopcją raczej nie traktują mężczyzn jako w pełni zaangażowanych. Większość telefonów z OA było do mojej żony i to z nią ustalają większość szczegółów. Natomiast na grupie jest całe mnóstwo postów zaczyna się słowami: „cześć dziewczyny”, „moje drogie” itp.

Nie wiem, czy te zachowania są świadome, czy też nie, ale nie da się ukryć, że taka jest rzeczywistość. Być może związane jest to bezpośrednio z tym o czym pisałem już wcześniej. Tak mamy skonstruowane społeczeństwo i ustalone, z góry narzucone role.

Część osób w ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że męska część społeczności chce aktywnie brać udział w całym procesie adopcyjnym, a tym bardziej dziwi fakt, że mężczyzna chce być głównym punktem kontaktu i w niektóre rzeczy angażuje się nawet bardziej niż kobieta.

Tato, czy dawca nasienia?

To chyba ostatni najtrudniejszy aspekt rodzicielstwa. Kto tak naprawdę zostaje ojcem dziecka? Ten, który wychowuje je przez długie lata, uczy jeździć na rowerze i chodzi na spacery, czy ten, który dał życie? Wydaje mi się, że każdy z nich jest ważny. Ten, który dał życie był potrzebny, że ten drugi mógł wychować. Nie zawsze człowiek, który porzuca dziecko nie zawsze jest zły, bo przecież nie znamy całej historii danej osoby.

Dla mnie bycie ojcem to coś więcej niż przekazanie genów. Ojcowie są często niedoceniani, a ich dokonania zauważamy dopiero, gdy stajemy się dorośli. Dobry ojciec to taki, który jest „bohaterem” dla swojego dziecka. Pierwszym wzorem do naśladowania, nauczycielem, opiekunem i przewodnikiem w świecie.

Czym dla mężczyzny jest adopcja?

Adopcja dla mężczyzny to przede wszystkim szansa i przygoda. Szansa na pokazanie, że dobrym tatą można zostać nawet, gdy nie jesteśmy rodzicem biologicznym. Przygoda, bo wychowanie to przede wszystkim przygoda. Przygoda, której nie dobędziemy sami, ale do której potrzebne jest dziecko. To właśnie dziecko pozwoli nam zrozumieć i zauważyć wiele rzeczy, których my do tej pory nie dostrzegaliśmy.

Dziś jestem na początku tej przygody. Razem z żoną zaczynamy procedurę adopcyjnej, czyli pierwszy krok zrobiliśmy. Teraz czekamy na to co będzie dalej.  Jesteśmy gotowi, żeby przeżyć tę przygodę. Wszedłem na ścieżkę, której szukałem przez całe życie, ale nie wiedziałem, że tak ona będzie wyglądała.

3 myśli na temat “Adopcja dziecka oczami mężczyzny

  1. No cóż… praktycznie każda z tych uwag dotyczy też kobiet.
    Kobieta, która nie urodziła dziecka nie jest prawdziwą kobietą, nic nie wie o macierzyństwie i ogólnie o życiu.
    Prawdziwa matka to ta, która urodziła dziecko, ona jest najważniejsza.
    Jest o wiele większy szacunek dla rodzicielstwa społecznego mężczyzn niż kobiet.
    Mężczyzna wychowujący dzieci żony to super gość, odpowiedzialny, dobry, godny szacunku. Dzieci mogą, a wręcz powinny mówić do niego „tato”.
    Kobieta, która wychowuje np. dzieci męża to frajerka, idiotka, która nie ma poczucia własnej wartości, której nie było stać na związek z bezdzietnym, więc zgodziła się na wybrakowany egzemplarz w postaci dzieciatego. Dzieci nie mają prawa mówić do niej „mamo”, bo nawet jeśli matka biologiczna ma je w nosie, tylko ona zasługuje na to miano.
    Jedyne zgodne z faktami uwagi w tym tekście dotyczą nadreprezentacji kobiet na forach internetowych oraz kierowania się pracowników OA głównie do kobiet.
    Pozdrawiam.
    Mama adopcyjna i macocha 😉

  2. Moim skromnym zdaniem, mezczyzna, ktory decyduje sie na wychowanie nie-wlasnego dziecka to bohater. Trzeba miec jaja, zeby wziac na klate taka odpowiedzialnosc – wejsc na nieznana sciezke trzymajac za reke dziecko, ktorego nie zna sie od urodzenia, ktorego cech nie jest w stanie sie przewidziec z rodzinnych genow i ktoremu oddaje sie cale swoje serce i rozum. O takim rodzicielstwie trzeba mowic z szacunkiem. Uwazam, ze splodzic swoje dziecko potrafi kazdy (generalizujac), ale wziac z wyboru pod swoje skrzydla i oddac sie kompletnie „obcemu” to dopiero wyczyn. Takie rzeczy powinno sie pozniej pisac w CV 😉 Rozumiem, ze dla niektorych to „koniecznosc”, jesli chca a nie moga miec swoich dzieci, ale tak czy inaczej taki krok wymaga odwagi i ogromnego serca, ktore jest w stanie pokochac kogos z nie swoja pula genow.

Dodaj komentarz