Photo by Andre Guerra on Unsplash

Dlaczego nie umiemy mówić „nie”, czyli krótki wywód o asertywności

W życiu każdego człowieka istnieją słowa, które odgrywają niesamowicie ważną rolę. Uważam, że do słynnego „proszę, przepraszam, dziękuję” powinno dołączyć „tak” i „nie”. W naszam społeczeństwie brakuje poszanowania dla akceptacji lub protestu wyrażanego słowami. Szczególnie, jeśli rozmówcą jest dziecko. Czy nie przedkłada się to na umiejętność bycia asertywnym w dorosłym życiu?

Słucham Cię i szanuję

Bardzo chciałabym żeby powiedzenie „dzieci i ryby głosu nie mają” było tylko wspomnieniem tego, jak nie powinniśmy myśleć o małych ludziach. Niestety nadal niektóre osoby opiekujące się dziećmi uważają wyżej wspomniane powiedzenie za właściwe. Nie ulega wątpliwości, że wychowanie dziecka nie jest łatwe, jest to proces wymagający i trudny. To ogromna odpowiedzialność, ponieważ nasze decyzje, styl wypowiadania się, poglądy mają realny wpływ na życie drugiego człowieka.

Nieważne ile lat ma mój rozmówca, zawsze słucham, o czym mówi. Rozmowa z dwulatkiem, trzylatkiem (itd. :)) może osiągnąć ekstremalny poziom abstrakcji. Nawet, jeżeli się w tym gubię i nie nadążam, dopytuję i wykazuję zainteresowanie. To dlatego, że uważam, że wówczas dziecko uczy się, że jego słowa są ważne, co pomaga w przyszłości. Z tego powodu niewygodne są dla mnie sytuacje, w których dziecko podbiega do opiekuna i chce mu o czymś opowiedzieć, a on rozmawia z innym dorosłym nie zwracając uwagi na dziecko lub lakonicznie przytakując.

Jeżeli chcemy żeby dziecko było dorosłym potrafiącym bronić swojego zdania, musimy nauczyć, że zdanie to jest ważne. Oczywiście dochodzi tutaj jeszcze umiejętność stawiania argumentów, negocjacji i kilka innych kwestii, ale można to ćwiczyć nawet z kilkulatkiem. Będą przykłady! 🙂

Jesteś uległy – jesteś grzeczny

Grzeczne dziecko nie protestuje, wykonuje polecenia, nie biega, nie skacze, nie niszczy. Niegrzeczne dziecko się buntuje, nie usiedzi w miejscu, zawsze ma coś do powiedzenia.

Niestety podział na grzeczne i niegrzeczne dzieci jest bardzo krzywdzący. Wpływ na to jak się zachowuje się mały człowiek zależy od jego temperamentu, humoru, środowiska w jakim obecnie przebywa i w jakim przebywa na co dzień. Nadal jednak można usłyszeć rzucone w kierunku krzyczącego na ulicy dziecka „ale Ty jesteś niegrzeczny!” – czyli jaki? Nie zachowujący się tak, jak oczekuje mama, dziadek, przechodzeń?

Wymaganie bycia zawsze uległym jest niesprawiedliwe. Jeżeli w środku wszystko się we mnie buntuje i całkowicie nie zgadzam się z tym, co narzuca mi inna osoba, mimo wszystko mam wykonywać jej polecenia? Czy moje odczucia nie są ważne? Czy ja, jako osoba, nie jestem ważna?

Nauczcie dziecko, że ma prawo mówić, w sposób kulturalny, o tym, co czuje. Wy też macie do tego prawo. Od Was także musi wychodzić komunikat co Wam się nie podoba w zachowaniu dziecka, czego nie rozumiecie, co jest ważne. Tak zaznaczamy nasze granice, a dzięki temu wspieramy asertywność. Nie zapomnijcie także podkreślać tego, co Wam się podoba.

Dwa magiczne słowa „TAK” i „NIE”

Wielu rodziców docenia dialog ze swoją pociechą. Szukają w dziecku partnera i szanują odrębność. Tutaj jednak trzeba przygotować się na małe pułapki. Najlepiej zobrazować to przykładami.

Wyobraź sobie, że Twoje trzyletnie dziecko uwielbia się kąpać. Nadchodzi już godzina codziennej higieny, zadajesz więc pytanie:
– „Idziemy się myć?”
Z pozoru niewinne, szczególnie w okresie tzw. dziecięcego buntu, gdy emocje sięgają zenitu, w najlepszym wypadku możesz się spotkać z krótkim:
– „Nie”

Co zrobić? Uszanować protest, brnąć dalej, skończyć temat?

Moim zdaniem najgorsze co można zrobić to powiedzieć: „Marsz do łazienki i bez dyskusji”. Przykre zdanie kończące dyskusję znane z wielu domów.

Może trochę racjonalnych argumentów typu: „Za oknem robi się już szaro, zaraz będziemy szykować się spać, myślę, że już czas umyć się po całodziennej zabawie, przecież robisz to codziennie. Idziemy?”. Teoretycznie do dziecka nie powinniśmy mówić długimi zdaniami – krótkie i proste komunikaty – czy się z tym zgadzam? Niekoniecznie, wszystko zależy od dziecka. Komunikat można skrócić: „Uszykowałam już piżamę i ręcznik, chodź się umyć.”. Używamy siły argumentu, ale i to nie zawsze zadziała.

Czasem konieczne jest wypracowanie czegoś w rodzaju kompromisu. Najczęściej niechęć do wykonania jakiejś czynności (a tutaj właśnie na tym nam zależy) wynika z tego, że dziecko musi przerwać inną. W związku z tym, można spróbować umówić się jej dokończenie np. „Jeszcze dwa rzuty piłką”. Małe dzieci nie mają poczucia czasu, zatem trzeba im i sobie jakoś pomóc – włączyć ulubioną piosenkę dziecka i określić „Pójdziemy się myć po tej piosence”. Jednym z moich ulubionych pomocy jest ustawienie minutnika. Nawet jeśli dziecko nie rozumie upływającego czasu, zawsze informuję „Ustawiam budzik na trzy minuty, później pójdziemy się myć”. Niektóre dzieci bardzo lubią ten sposób. Same proszą o ustawienie lub ja pytam „Chcesz ustawić minutnik? Jak zadzwoni dzwonek pójdziemy się myć”.

Może być tak, że nic nie pomaga. Wtedy pozostaje przeczekać. Przecież nie mogę naruszyć tego twardego „nie”. Pokazałabym wtedy, że „nie” może dla niektórych oznaczać „tak”. Najważniejsza zasada jest taka, że nigdy nie robię nic na siłę. Mówię o konsekwencjach, zachęcam, a zdarza się, że jeśli nie jest to bardzo ważna sprawa – odpuszczam.

Trzeba także pamiętać, że „tak” też może nieść za sobą pewne pułapki. Przytoczę tutaj trochę błahy przykład, ale myślę, że obrazujący sytuację:
– „Usiądź, proszę, bliżej stolika i załóż śliniak. Chyba nie chcesz pobrudzić bluzki?”
– „Chcę, mama wypierze.”
I jak odnieść się do takiej odpowiedzi? Chyba pozostaje się tylko uśmiechnąć i wrzucić bluzkę do prania 😉

Jak Wy dbacie o asertywność swoich dzieci?

Dodaj komentarz